Banana plantation in the middle of Hanoi

[EN/PL] At the moment we’re in Hoi An – it’s our first day here, so we haven’t seen a lot so far. We’ll post about our experience on Hoi An here later on today (maybe tomorrow). Although we’ve got something really cool to share:

Banana plantation in the middle of Hanoi

Saturday was the first sunny day we’ve had in Vietnam so far. For some reason we’ve decided that it was perfect weather for a longer walk. After breakfast, we’ve shared our plan to see the Red River with the receptionist at the hotel we’re staying (Hanoi Impressive Hotel – it’s right next to the Cathedral in Hoan Kiem district). When she’s heard about our plan to go across the Chương Dương Bridge (Cầu Chương Dương), she’s adviced us to take another bridge, which is about 400 metres to the North from Chương Dương Bridge, and then go down the stairs in the middle of it.

DSC_0580
The Long Bien Bridge

Spice Street!

During our stay in Hanoi we’ve started to name streets we visit after the trade that is most common there. There are streets, when you can find mostly electronics, barbers, handicraft, cloth, jewellery, paint, furniture and so on – and it’s like this in many other districts, not just Hoan Kiem (the Old Town). And on our way to the Long Biên Bridge we’ve accidentally found a street which basically was a spice market. With some help of an old fashioned dictionary, we’ve managed to buy some star anise for a really fair price. After this short stop we’ve finally set our feet on the Long Biên Bridge.

przyprawy male

Long Biên Bridge

The bridge itself was constructed in the beginning of XXth century and it was designed by French architects Daydé and Pillé. More than 3000 Vietnamese workers participated in the construction, which took three years (1899-1902). Before the North Vietnam gained independence in 1954, it was called Paul-Doumer Bridge, named after the Governor General of French Indochina. It’s both railway and car (motorbike) bridge, but it’s accessible to pedestrians (there’s a narrow sidewalk on both sides of the bridge).

After about 15 minutes walk and taking some pictures, we’ve finally reached the stairs (actually they look more like a concrete ramp), which led us down to the island on the Red River.

DSC_0657
The stairs look like this // Schody wyglądają tak 🙂

The banana plantation

We’ve reached a huge banana plantation located in the middle of Hanoi, on a rather big island on the Red River. The locals don’t mind if you go there, as long as you don’t try to enter their houses. Also please remember to ask people for permission before you take a picture of them.

DSC_0627
Apart from bananas, there are also other crops – like pumpkins and spice, but mostly bananas. A lot of them // Poza banami są też inne uprawy – jak dynie albo przyprawy, ale są to głównie banany. Mnóstwo bananów.

If you’re quiet, you’re likely to see some local fauna :). There are lizards, butterflies, some rodents (rats included) and also mosquitos (don’t forget your DEET!). We had a great time looking out for lizards and exploring the plantation. It was amazing, almost like being in a jungle. It was a nice change to spend some time there and rest from the noise and the crowded streets of Hanoi.

If you’re staying in Hanoi for a couple of days, we can strongly recommend you this little trip – there’s little to none tourists there, it’s an authentic experience.

lizard zoom
Hello Agama!

General information and tips:

  • The stairs leading to the island are in the middle of the Long Biên Bridge. The stairs are on the both edges of the bridge.
  • There’s a lot of mosquitos, take DEET with you
  • Watch out for traffic if you’re a fan of taking selfies
  • Don’t yell, try not to behave loudly – this way you’re more likely to see some lizards living on the island, also you won’t disturb the farmers.
  • Don’t leave the footpaths – don’t destroy the crops!
  • You’ll probably need about 2-3 hours for the whole trip – walking the bridge there and back and walking around the island.
  • There are almost no tourists, it’s a real experience
DSC_0685
Thanks for visiting our blog! / Dzięki za odwiedzenie naszego bloga!

[EN/PL] Obecnie jesteśmy w Hoi An – to nasz pierwszy dzień tutaj, więc nie zwiedziliśmy jeszcze zbyt wiele. Wrzucimy wpis na bloga o naszych przygodach w Hoi An trochę później (lub jutro). Mamy jednak coś fajnego, o czym chcemy dziś opowiedzieć:

Plantacja bananów w samym środku Hanoi

Sobota była dla nas pierwszym słonecznym dniem w Wietnamie. Z jakiegoś powodu zdecydowaliśmy, że to będzie idealna pogoda na dłuższy spacer. Po śniadaniu podzieliliśmy się z recepcjonistką w naszym hotelu (Hanoi Impressive Hotel – zaraz obok Katedry w dzielnicy Hoan Kiem) naszym planem by zobaczyć Rzekę Czerwoną i przejść się mostem Chương Dương. Kiedy usłyszała o naszym planie, doradziła żebyśmy poszli innym mostem, oddalonym około 400 metrów na północ od Chương Dương, a następnie zeszli w dół schodami znajdującymi się w połowie długości mostu.

Ulica Przyprawowa!

W trakcie naszego pobytu w Hanoi, zaczęliśmy nadawać ulicom nazwy odpowiadające rodzajom towarów i usług świadczonych na nich. Są ulice, na których są przede wszystkim elektronika, fryzjerzy, rękodzieło, tkaniny, biżuteria, farby, meble i tak dalej – i schemat ten powtarza się też winnych dzielnicach, nie tylko w Hoan Kiem (Stare Miasto). Po drodze do mostu Long Biên przypadkiem natrafiliśmy na ulicę, która okazała się być targiem przypraw. Z małą pomocą staroświeckiego słownika, udało nam się kupić trochę anyżu gwiazdkowego po rozsądnej cenie. Po tym krótkim postoju w końcu postawiliśmy stopy na moście Long Biên.

Most Long Biên

Most został zbudowany na początku dwudziestego wieku – został zaprojektowany przez francuskich architektów Daydé’a i Pillé’a. W jego budowie uczestniczyło ponad 3000 wietnamskich robotników, a wznoszenie konstrukcji trwało trzy lata (1899-1902). Przed uzyskaniem niepodległości przez Wietnam Półocny w 1954 roku, nazywał się Pont Paul-Doumer, na cześć Gubernatora Generalnego Indochin Francuskich. Jest to zarówno most drogowy jak i kolejowy, ale jest też dostępny dla pieszych (jest wąski chodnik po obu stronach mostu).

Po około piętnastominutowym spacerze i zrobieniu kilku zdjęć, w końcu dotarliśmy do schodów (w zasadzie wyglądały raczej jak betonowa rampa), które poprowadziły nas w doł ku wyspie na Rzece Czerwonej.

Plantacja bananów

Dotarliśmy do gigantycznej plantacji bananów, zlokalizowanej pośrodku Hanoi na całkiem sporej wyspie na Rzece Czerwonej. Miejscowym nie przeszkadza, że się tam chodzi, dopóki nie próbuje się im wchodzić do domostw. Należy też pamiętać by zapytać ludzi o pozwolenie zanim zrobi im się zdjęcie.

Poza bananowcami, są tu też inne uprawy – takie jak dynie, czy zioła, ale są to jednak przede wszystkim bananowce. Mnóstwo bananowców. Jeśli będziesz zachowywać się cicho, masz szansę zobaczyć trochę lokalnej fauny :). Są tam jaszczurki, motyle, trochę gryzoni (szczury też) a także komary (nie zapomnij DEETa!). Swietnie się bawiliśmy wypatrując jaszczurek i zwiedzając plantację. To było niesamowite przeżycie, prawie jakbyśmy byli w dżungli – miła odmiana od głośnych i zatłoczonych ulic Hanoi.

Jeśli zatrzymujesz w Hanoi na co najmniej kilka dni, to zdecydowanie polecamy tę małą wycieczkę – praktycznie nie ma tam turystów i jest to autentyczne przeżycie.

Ogólne informacje i wskazówki:

  • Schody prowadzące na wyspę znajdują się pośrodku mostu Long Biên. Schody znajdują się po obu stronach mostu.
  • Jest tam dużo komarów – weź ze sobą DEETa
  • Uważaj na ruch uliczny, jeśli jesteś fanem robienia selfie
  • Nie krzycz, staraj się nie zachowywać głośno – w ten sposób masz większą szansę na spotkanie jaszczurek żyjących na wyspie i nie będziesz przeszkadzać rolnikom
  • Nie schodź ze ścieżek – nie niszcz upraw!
  • Będziesz potrzebować około 2-3 godzin na całą wycieczkę – przejście mostem w tę i z powrotem i zwiedzanie wyspy
  • Nie ma tam praktycznie żadnych turystów – to autentyczne przeżycie

Tran Quoc Pagoda – Hanoi

tran quoc pagoda hanoi

[EN/PL]

On Tuesday, we’ve decided to visit the Trấn Quốc Pagoda, which – according to the information granted on site – is the oldest Buddhist temple in Hanoi. It’s located on a tiny island on the Hanoi West Lake (Hồ Tây) and is available for tourists (please note: no entry tickets, as it’s a fully functional temple – most of the people you can see on site are there for religious purposes). The island is connected to the mainland by a small causeway.  This day was one of the highlights of our stay in Hanoi :).

DSC_0211

Trấn Quốc was built in the middle of sixth century, so now it’s almost 1450 (!) years old. Originally it was situated on the shore of the Red River (the river that runs through Hanoi), but it was moved to it’s current location – the Golden Fish Island (Kim Ngu) in the seventeenth century.

DSC_0234
The main gate to Tran Quoc – the middle one is opened only for important ceremonies and for delivery cars // Główna brama do Tran Quoc – środkowa jest otwierana tylko na ważne uroczystości i dla samochodów dostawczych.

We took a walk there from our hotel near the Hoan Kiem lake, and it took us 40 minutes tops to reach our destination. The whole south-eastern and north-eastern shore of Hồ Tây is very friendly and well maintainted – there’s a lot of places to eat and drink. The views are astonishing – if you ever get there I guarantee you’ll take a lot of photos :). The lake is rich in fish, so you can see a lot of fishermen there during daytime.

DSC_0196
Beautiful view from the Ho Tay shore // Piękny widok z wybrzeża Ho Tay

IMPORTANT TIPS FOR VISITORS: Before going to the Pagoda, make sure that you are properly dressed. You should wear long pants (or a dress, dear ladies!) and you should cover your shoulders. You should also remove your headwear and sunglasses before going in. Also remember to take off your shoes before going inside of the temples! There’s no entrance fee, but remember to behave yourself – don’t laugh loudly, don’t yell, don’t interrupt the locals, and don’t pass in front of praying people.

DSC_0219
A properly dressed lady 🙂 // Odpowiednio ubrana pani 🙂

The whole compound is divided into two courtyards. The first one features the actual Pagoda, a small temple and more than a dozen little shrines. The second one gives access to the main temple. Near the middle of the second courtyard, in an exposed place, grows a Bodhi Tree – grown from a sapling coming from the original tree in India, under which Buddha sat and achieved enlightment. This gift from the President of India was planted in Tran Quoc during Rajendra Prasad’s visit to Vietnam in 1959.

DSC_0230
The Bodhi Tree – the bottom is painted white to protect it from insects // Drzewo Bodhi – dół jest pomalowany na biało, żeby chronić je przed owadami

People come here to pray and give their offerings to the gods – usually food, drinks and money. The whole island is filled with a beautiful scent of incence.

It was really worth visiting. What we especially liked was that this place is a real deal – you can see tourists there, but most visitors to the temple are the Vietnamese. It’s a sacred place and you can feel it in the air in the moment you set your feet on the island.

DSC_0213
The Pagoda

This day brings us a feeling of peacefulness and it really was a spiritual experience (we’re not religious people). We started thinking about every religion that we know. What do they tell us ? What are their good and bad sides? How do you feel about Buddhism?

DSC_0228
The second courtyard and the main temple // Drugi dziedziniec i główna świątynia.

[EN/PL]

We wtorek postanowiliśmy odwiedzić Pagodę Trấn Quốc, która – zgodnie z informacją dostępną na miejscu – jest najstarszą świątynią buddyjską w Hanoi. Znajduje się na malutkiej wyspie na Jeziorze Zachodnim (Hồ Tây ) i jest dostępna dla turystów (nie ma żadnych biletów wejścia, bo to w pełni funkcjonująca świątynia – większość ludzi, którzy tam przychodzą jest tam z powodów duchowych). Wyspa jest połączona z lądem wąską groblą. To był jeden z najciekawszych dni w trakcie naszego pobytu w Hanoi :).

Trấn Quốc została zbudowana w połowie VI wieku, ma zatem prawie 1450 (!) lat. Pierwotnie znajdowała się na brzegu Rzeki Czerwonej (rzeka, która płynie przez Hanoi), ale została przeniesiona do swojej dzisiejszej lokalizacji – Wyspy Złotych Ryb (Kim Ngu) w XVII wieku.

Poszliśmy tam z naszego hotelu w pobliżu jeziora Hoan Kiem i dotarcie do celu zajęło nam około 40 minut. Całe południowo-wschodnie i północno-wschodnie wybrzeże Hồ Tây jest bardzo przyjazne i dobrze utrzymane – jest tam wiele miejsc gdzie można zjeść i się napić. Widoki są nadzwyczajne – jeśli tam traficie, to gwarantuję że zrobicie mnóstwo zdjęć. W jeziorze jest dużo ryb, więc można też zobaczyć wielu rybaków w trakcie dnia.

WAŻNE WSKAZÓWKI DLA ODWIEDZAJĄCYCH: Przed wybraniem się do Pagody, upewnijcie się, że jesteście odpowiednio ubrani. Powinno się mięć długie spodnie (albo sukienkę, drogie panie!) i należy zakryć ramiona. Przed wejściem należy też zdjąć nakrycia głowy i okulary przeciwsłoneczne. Należy również pamiętać aby zdjąć buty przed wejściem do wnętrza każdej ze świątyń! Nie ma opłaty za wejście, ale trzeba się zachowywać – nie śmiejcie się głośno, nie krzyczcie, nie przeszkadzajcie miejscowym, nie przechodźcie przed osobami modlącymi się.

Cały kompleks dzieli się na dwa dziedzińce. Pierwszy zawiera właściwą Pagodę, małą świątynie i ponad tuzin małych kapliczek. Drugi dziedziniec umożliwia dostęp do głównej świątyni. W pobliżu centrum drugiego dziedzińca, w wyeksponowanym miejscu, rośnie Drzewo Bodhi – wyhodowane z sadzonki pochodzącej z oryginalnego drzewa w Indiach, pod którym Budda zasiadł i osiągnął oświecenie. Ten podarunek od Prezydenta Indii został zasadzony w Tran Quoc w trakcie wizyty Rajendry Prasada w Wietnamie w 1959 roku.

Ludzie przychodzą tu modlić się i składać ofiary bogom – zazwyczaj jedzenie, napoje i pieniądze. Całą wyspę wypełnia piękny zapach kadzideł.

Najbardziej spodobało nam się, że to miejsce jest autentyczne – są tu turyści, ale większość odwiedzających świątynie to Wietnamczycy. To święte miejsce i czuć to w powietrzu w chwili, gdy postawisz stopy na wyspie.

Wizyta w tym miejscu pozwoliła nam poczuć wewnętrzny spokój i naprawdę była duchowym doświadczeniem (a nie jesteśmy religijni). Zaczęliśmy zastanawiać się nad wszystkimi religiami jakie znamy. Co nam przekazują? Jakie są ich dobre i złe strony? Co sądzicie o Buddyzmie?

Plans for the next week

[EN/PL]

Soon it’s going to be midnight here in Hanoi and we’re both pretty tired, so we’ve decided to skip some stories (don’t worry, we’ll write & post them later 🙂 ) and we’ll share our plans for the next week now.

Before coming to Vietnam we had some general ideas on what we’re going to do here, where will we go and so on. Although we booked a hotel in Hanoi only for the first three nights (if you’re not reading from the beginning: we’re in the middle of our three week long honeymoon), with an idea of having some freedom of deciding what do we want to do and when. Also, weather in this time of year can be kind of unpredictible here, so we wanted to do the planning on site.

Our first idea was to go to Hoi An and then visit My Son Mỹ Sơn and maybe spend one day in Da Nang. My better half checked the hotels and homestays there on the Internet and we’ve found something interesting in a reasonable price. The next step was more challanging – plane tickets. What is really unbelievable, there are apparently flights from Hanoi to Da Nang EVERY 40 MINUTES on the avarage. Many of them very different in prices, luggage allowed etc. Also, the seats were booked at such an alarming rate, that before we could decide on anything it was sold out. A-m-a-z-i-n-g.

mapa
Google Maps!

Fortunately, we were rescued by the Hanoi Impressive Hotel manager, Mr Michael Hake – he has offered his help with arranging everything, then he sat with us for almost an hour in the hotel lobby, asking us about our requirements, what do we want to see and also suggesting some places we didn’t knew about. Michael and his staff really arranged everything for us – from buying the plane tickets (much cheaper than those we could find on the Internet on our own), through booking hotels to even arranging the airport pick up in Da Nang. THANK YOU!

So next week we’re going to visit Da Nang, Hue, Hoi An, Mỹ Sơn and a mysterious place we won’t mention now so we won’t spoil the surprise. We’re leaving Hanoi on Sunday 02.04.2017 and we’ll be back here next Monday – 10.04.2017.

PS. I’d like to thank some of the wordpress friends for some cool ideas and tips about things to do in central Vietnam. Thanks guys!

sniadanie impressive
Michael took a picture of us by surprise this morning during breakfast at the hotel :), the food’s delicious here btw. // Michael zrobił nam zdjęcie-niespodziankę dzisiejszego poranka w trakcie śniadania w hotelu :), swoją drogą jedzenie jest tu pyszne

[EN/PL]

W Hanoi wkrótce będzie północ i oboje jesteśmy całkiem zmęczeni, więc zdecydowaliśmy pominać kilka historii (nie martwcie się – opiszemy je i umieścimy na blogu później 🙂 ) i podzielimy się teraz naszymi planami na następny tydzień.

Przed przybyciem do Wietnamu mieliśmy luźne pomysły na temat tego co zamierzamy tu robić, gdzie się wybrać i tak dalej. Jednakże zarezerwowaliśmy hotel w Hanoi tylko na trzy pierwsze noce (jeśli nie czytasz od początku: jesteśmy w trakcie naszej trzytygodniowej podróży poślubnej), z zamiarem zachowania pewnej wolności wyboru co chcemy robić i kiedy. Ponadto pogoda o tej porze roku bywa tu trochę nieprzewidywalna, więc chcieliśmy zająć się planowaniem już na miejscu.

Naszym pierwszym pomysłem było udać się do Hoi An, a następnie odwiedzić Mỹ Sơn i być może spędzić jeden dzień w Da Nang. Moja lepsza połówka sprawdziła hotele i pensjonaty w Internecie i znaleźliśmy coś ciekawego w rozsądnej cenie. Następny krok stanowił większe wyzwanie – bilety lotnicze. Niewiarygodne – wygląda na to, że loty z Hanoi do Da Nang odbywają się średnio CO 40 MINUT. Wiele z nich bardzo różniących się ceną, dozwolonym bagażem itd. Dodatkowo miejsca były rezerowane w tak alarmującym tempie, że zanim się na coś zdecydowaliśmy, było już wyprzedane. N-i-e-s-a-m-o-w-i-t-e.

Na szczęście, z pomocą przyszedł nam manager Hanoi Impressive Hotel, Pan Michael Hake – zaproponował swoją pomoc z organizacją wszystkiego, po czym usiadł z nami na niemal godzinę w hotelowym lobby, pytając o nasze oczekiwania, co chcemy zobaczyć oraz sugerując różne miejsca o których nie wiedzieliśmy. Michael i jego pracownicy szybko wszystko dla nas zaaranżowali – od kupienia biletów lotniczych, poprzez zarezerwowanie hoteli aż po zorganizowanie transportu z lotniska w Da Nang. DZIĘKUJEMY!

Zatem w następnym tygodniu odwiedzimy Da Nang, Hue, Hoi An, Mỹ Sơn i tajemnicze miejsce, o którym na razie nie będziemy wspominać, żeby nie zepsuć niespodzianki. Opuszczamy Hanoi w niedzielę 02.04.2017 i wracamy tu w poniedziałek 10.04.2017.

Wake-up in the middle of the night

[EN/PL]

There’s one thing we haven’t told you before, but we’ve finally decided to share it here. On the first night after our arrival to Vietnam we were both very tired and went to sleep pretty early.

Jest jedna rzecz, o której wcześniej wam nie mówiliśmy, ale w końcu zdecydowaliśmy się tym tutaj podzielić. Pierwszej nocy po naszym przylocie do Wietnamu byliśmy oboje bardzo zmęczeni i poszliśmy spać całkiem wcześnie.

I didn’t sleep very well, waking up every 30-40 min thinking it’s already morning. Sounds of street are so much different than what I can hear at home. About 11pm I heard some breaking glass then I saw strange strong light (the type of light which wakes up immedietely). I know it’s not good light so I look what is happening. Our windows were hot! I needed to do something and do it quick.

Nie mogę zasnąć, budzę się co każde 30-40 minut myśląc, że jest już ranek. Dźwięki ulicy są tutaj całkiem inne od tego, co słyszę w domu. Około 23 słyszę jakieś tłukące się szkło, a potem widzę dziwne, silne światło (takie, które od razu budzi). Wiem, że to nie jest dobre światło, więc sprawdzam co się dzieje. Nasze okna były gorące! Dotarła do mnie myśl: muszę coś zrobić i to szybko.

Suddenly, in the middle of the night, my other half wakes me up. It was really hot in the room.

Nagle, w środku nocy, moja druga połówka mnie budzi. W pokoju było naprawdę gorąco.

“Get dressed quickly, and let’s go downstairs”, I hear. When I open my eyes, I can see reddish aura outside our apartment window. Our room is on the 5th floor and I can’t really see what’s going on. I think: Is this some kind of festival? Are there people with torches marching through the streets? I can hear many voices from below. “What’s going on?”, I ask. “I’ve got our passports, we need to leave, you’ll see in a moment”, I’ve heard in reply. Hurried by my spouse I got dressed real fast and we rushed downstairs.

“Ubieraj się szybko i chodźmy szybko na dół”, słyszę. Kiedy otwieram oczy, widzę czerwonawą poświatę za oknem naszego pokoju. Pokój jest na piątym piętrze i niezupełnie widzę co się dzieje. Myślę: czy to jakiś festyn? Czy ludzie z pochodniami maszerują ulicami? Z dołu słyszę wiele głosów. “Co jest grane?”, pytam. “Mam nasze paszporty, musimy wychodzić, za chwilę zobaczysz.”

On the ground floor, there are almost all hotel guests already. Some hotel staff members are coming down the stairs with guests, who carry their backpacks and suitcaces. We’ve left everything apart from our passports upstairs. It’s really loud outside, a lot of people gathered on the street, looking up. This is the moment I’ve realised what’s happening.

Na parterze są już prawie wszyscy goście hotelu. Niektórzy członkowie obsługi hotelu schodzą w dół schodami z gośćmi, niosącymi swoje plecaki i walizki. My zostawiliśmy wszystko, poza paszportami, na górze. Na zewnątrz jest naprawdę głośno, mnóstwo ludzi zgromadziło się na ulicy i patrzą w górę. W tym momencie orientuję się co się dzieje.

DSC_1846
Fire // Pożar

The top floor of the hotel just opposite ours (please notice: the streets here are really narrow) is bursting in flames. There’s no fire trucks anywhere. After 10 more minutes I hear a fire engine siren in the distance, echoing through the district. “I hope there’s no one there” I say out loud. Other people around also seem worried. I’m starting to wonder if the building is going to collapse, if the fire isn’t extinguished. Another 10 minutes later, the sirens are louder, but still no firetrucks in sight. The flame gets bigger, but still occupies only the top floor. Although the fire was seven floors over us, we could feel the heat.

Ostatnie piętro hotelu zaraz naprzeciwko naszego (zwróć uwagę, że ulice tutaj są naprawdę wąskie) bucha płomieniami. Nigdzie nie widać wozów strażackich. Po dziesięciu minutach słyszę syrenę w oddali, jej dźwięk odbijający się echem po dzielnicy. “Mam nadzieję, że nikogo tam nie ma”, mówię na głos. Inni ludzie dookoła nas też wyglądają na przejętych. Zaczynam się zastanawiać, czy budynek się zawali, jeśli pożar nie zostanie ugaszony. Kolejne dziesięć minut później syreny są już głośniejsze, ale nadal nie widać strażaków. Płomień robi się większy, ale nadal zajmuje tylko ostatnie piętro. Pomimo, że było to siedem pięter nad nami, czuliśmy bijący z góry żar.

DSC_0111
Finally, they’re here! // Nareszcie dojechali!

Finally, half an hour after the fire started, the firemen arrived. They rushed inside with fire hoses and started extinguishing the fire. Soon a second firetruck arrived and another crew entered the building. Half an hour later the situation was under full control, the flame was put out. The receptionist told us, that no one was hurt, and that the floor has been used as a storage place and a garden. Calmed down, we went back to our room, as we had a lot of plans for the next day.

W końcu, pół godziny po wybuchu pożaru, strażacy przybyli. Popędzili do środka z wężami i zaczęli gasić ogień. Wkrótce nadjechał kolejny wóz strażacki i kolejna drużyna wkroczyła do budynku. Pół godziny później sytuacja była już pod pełną kontrolą, pożar został ugaszony. Recepcjonistka powiedziała nam, że nikomu nie stała się krzywda – ostatnie piętro było puste i było wykorzystywane jako magazyn i ogród. Uspokojeni, wróciliśmy do pokoju, bo mieliśmy mnóstwo planów na kolejny dzień.

DSC_1856
(1) In case of fire: (2) Ring the alarm, (3) fight the fire on your own, (4) if it’s still burning, call 114 – a reasonable instruction, considering half of your building may burn down before fire brigade appears // (1) W razie pożaru: (2) Uruchom alarm, (3) gaś ogień samemu, (4) jeśli nadal się pali, dzwoń na 114 – rozsądna instrukcja, biorąc pod uwagę, że pół budynku może spłonąć zanim zjawi się straż pożarna

Temple of Literature – Hanoi

[EN/PL]

On Monday we’ve decided to go for a little longer walk, to see one of the biggest tourist attractions in Hanoi. After a quick breakfast, still suffering from jetlag, we began our walk towards the Temple of Literature. It’s not really far from our hotel, but still it took us a while to get there by ourselves. Leaving the Old Town for the first time, we finally had an opportunity to see a little part of the real Hanoi.

DSC_0127

Getting there on foot firstly didn’t feel diffucult (as it was like 3 km from our hotel), but then we were confronted with real traffic. Crossing the street in the morning rush hours can be a bit challanging for Westerners, as we are used to an organized, regulated traffic. Here are almost no traffic rules. You can see some zebra crossings, but don’t be fooled – drivers don’t really pay attention to them. The Vietnamese authorities are trying to introduce traffic lights, but locals seem to care about them only if there’s a policeman watching. A quick tip: the main idea of crossing the street is to walk in a predictible way for the drivers and don’t stop. If you don’t do sudden changes to your pace, the cars and motorbikes will adjust their route to flow around you. Not so scary after all – you just have to remember that you need to look left AND right before you enter the street to avoid a sudden colission.

traffic2
Traffic with policeman looking // Ruch uliczny pod okiem policjanta
traffic
Traffic without policeman looking // ruch bez policjanta 😉

After about 40 minutes walk we finally got there. The main gate really impressed me. After taking a couple of pictures, we bought the entry tickets (cost per person: 30.000 VND = 1,50 USD).

The Temple of Literature (Văn Miếu) is a confucian temple, which also hosts the oldest university in Vietnam. It was built in 1070 by the order of  Emperor Lý Thánh Tông, who was a confucian scholar himself. Since that time the whole compound evolved many times, expanding, changing it’s role and status. During the First Indochina War (1946-1954),  Văn Miếu was transformed into army barracks and later to a hospital treating infectious diseases. Before that , in the beginning of the war, the fifth courtyard of the Temple was accidentally destroyed in French bombing. Thanks to the engagement of Vietnamese intellectuals, the primal role of Văn Miếu was later restored.

main gate
Van Mieu main gate // Główna brama Van Mieu

The whole compound consists of five courtyards, seperated from eachother by stone walls. Beautifully decorated gates allow passage from one courtyard to another. The first two are beautiful gardens, with amazingly well maintained trees, bushes and flowers. Some of the trees there look really old – I wouldn’t be surprised, if they were hundreds of years old.

IMG_7045
The third courtyard of Van Mieu // Trzeci dziedziniec Van Mieu

The third courtyard is filled with large stone slabs, seated on the backs of turtle shaped statues. They are engraved with the names of doctors, who were educated here through centuries. Most of the inscriptions on the steles are nearly invisible due to their age. During the American-Vietnam war, these steles were transported out of the Temple and well hid, as the Vietnamese were afraid they could be destroyed in American bombings on Hanoi.

DSC_0135
Names of scholars educated in Van Mieu, engraved in stone // Nazwiska uczonych wykształconych w Van Mieu, wyryte w kamieniu

The fourth courtyard contains the actual temple – the place, where the locals still occasionally come to pray, but not so often as years ago, as now the whole place is flooded by tourists. The buildings are beautiful both outside and inside. The atmosphere of the temple set me in a state of inner peace. The intensive scent of inscense, magnificient statues and some kind of a spiritual aura gave ma a feeling of inner peace. The heartbeat slowed down, all the stress went away – I’ve really relaxed for the first time since the start of our journey.

aga kwadrat
One of us just after leaving the temple on the fourth courtyard // Jedno z nas zaraz po opuszczeniu świątyni na czwartym dziedzińcu

The last courtyard, which was destroyed in French bombing and later rebuilt, hosted buildings that were the centre of the Imperial Academy. Now the buildings (reconstructed after the war) are a museum, where we could see some artifacts and items linked to this place, preserved through ages. The fifth courtyard also features a giant bell and equally enourmous gong. Nowadays there are used during official ceremonies, which are held in Văn Miếu every year.

A fun fact: this place is Vietnamese favourite to take graduation pictures. Mostly on Autumn, students from all the northern part of Vietnam come here, to have pictures taken, as it’s the most prestigious place to commemorate such an important event as finishing higher education.

After leaving the Temple of Literature, I’ve decided to lead the way back to Hoan Kiem, pretty sure I could make it without checking the map. It’s difficult to admit that, but I was wrong. We got lost like five minutes later, after taking one wrong turn. And it was the best that could happen – suddenly we were off the main streets, and had an opportunity to see a little part of the city that wasn’t meant to be seen by tourists.

Absurdly narrow alleys, people cooking dinner (butchering included), women washing dishes, kids having fun, elders playing chess. The people of Hanoi just doing their usual stuff. What’s important, I’ve felt completely safe there – the Vietnamese accepted our presence with honest smiles and nodding. If you plan to visit Hanoi, or you are here at the moment: don’t hesitate – get lost in the city. Turn off your GPS for 30 minutes or an hour, place your map at the bottom of your backpack and just go. This is the only way to really experience the city.

IMG_7133IMG_7132

After taking a couple more turns, we’ve found our way to the railway station, not so far from our hotel and after a quick meal in a restaurant we called it a day, still feeling exhausted after the flight and travelling through so many timezones.

[EN/PL]

W poniedziałek zdecydowaliśmy się przejść na nieco dłuższy spacer, żeby zobaczyć jedną z głównych atrakcji turystycznych w Hanoi. Po szybkim śniadaniu, nadal odczuwając jet lag, rozpoczęliśmy marsz w kierunku Świątyni Literatury. Nie jest to daleko od naszego hotelu, ale dotarcie tam zajęło nam trochę czasu. Opuszczając starówkę po raz pierwszy, wreszcie mieliśmy okazję zobaczyć kawałeczek prawdziwego Hanoi.

Dotarcie tam pieszo z początku nie wydawało się zbyt trudne (bo było to około 3 km od naszego hotelu), ale potem spotkaliśmy się z prawdziwym ruchem ulicznym. Przechodzenie prze ulicę w porannych godzinach szczytu może stanowić dla ludzi z zachodu niezłe wyzwanie, bo jesteśmy przyzwyczajeni do zorganizowanego, kontrolowanego ruchu. Tutaj nie ma praktycznie żadnych zasad. Zdarzają się jakieś przejścia dla pieszych, ale nie dajcie się zmylić – kierowcy tak naprawdę nie zwracają na nie uwagi. Wietnamskie władzy próbują wprowadzić światła uliczne, ale miejscowi szanują je głównie, jeśli akurat patrzy jakiś policjant. Szybka rada: ogólny sposób na przejście przez ulicę to przechodzenie w przewidywalny dla kierowców sposób i nie zatrzymywanie się. Jeśli nie będziesz nagle zmieniać tempa ruchu, to samochody i skutery dostosują swoją trasę tak, aby cię ominąć. Nie jest to wcale takie straszne – musisz tylko pamiętać, żeby spojrzeć w lewo ORAZ w prawo zanim wejdziesz na ulicę, żeby uniknąć kraksy.

Po około czterdziestu minutach wreszcie dotarliśmy na miejsce, a główne wejście zrobiło na mnie duże wreszcie. Po zrobieniu kilku zdjęć kupiliśmy bilety (koszt na osobę: 30.000 dongów = 6 złotych).

Świątynia Literatury (Văn Miếu) to konfucjańska świątynia, na której terenie znajduje się również najstarszy uniwersytet w Wietnamie. Został wybudowany w 1070 roku na rozkaz cesarza Lý Thánh Tônga, który sam był konfucjańskim uczonym. Od tamtego czasu cały kompleks wielokrotnie ewoluował, rozwijając się i zmieniając swoją rolę i status. W trakcie Pierwszej Wojny Indochińskiej (1946-1954), L Văn Miếu zostało przekształcone w koszary, a później w szpital leczący choroby zakaźne. Wcześniej, na początku wojny, piąty dziedziniec świątyni został przypadkowo zniszczony w trakcie francuskiego bombardowania. Dzięki zaangażowaniu wietnamskich intelektualistów, pierwotna rola Văn Miếu została później przywrócona.

Cały kompleks składa się z pięciu dziedzińców, oddzielonych od siebie kamiennymi murami. Pięknie zdobione bramy umożliwiają przechodzenie z jednego dziedzińca na kolejny. Pierwsze dwa są pięknymi ogrodami, z zaskakująco dobrze utrzymanymi drzewami, krzewami i kwiatami. Niektóre z drzew wyglądają na naprawdę stare i nie zdziwiłoby mnie, gdyby miały setki lat.

Trzeci dziedziniec jest wypełniony wielkimi kamiennymi tablicami, osadzonymi na grzbietach posągów w kształcie żółwi. Są wygrawerowane nazwiskami doktorów, którzy ukończyli tu edukację na przestrzeni wieków. Większość grawerunków na płytach jest niemal niewidoczna z uwagi na ich wiek. W trakcie wojny Amerykańsko-Wietnamskiej, płyty zostały przetransportowane ze świątyni i ukryte, ponieważ Wietnamczycy obawiali się, że mogą ucierpieć w trakcie amerykańskich bombardowań Hanoi.

Czwarty dziedziniec zawiera właściwą świątynie – miejsce, gdzie miejscowi wciąż od czasu do czasu przychodzą się modlić, choć już nie tak często jak lata temu, bo teraz całe to miejsce jest opanowane przez turystów. Budynki są piękne zarówno na zewnątrz, jak i w środku. Atmosfera światyni wprawiła mnie w stan wewnętrznego spokoju. Bicie serca spowolniło, cały stres odszedł – przyszło uczucie odprężenia po raz pierwszy od początku naszej podróży.

Ostatni dziedziniec, który został zniszczony we francuskim bombardowaniu a następnie odbudowany, zawierał budynki, które stanowiły centrum Cesarskiej Akademii. Teraz budynki (odbudowane po wojnie) są muzeum, w którym można zobaczyć zachowane przez wieki artefakty i przedmioty powiązane z tym miejsce, zachowane przez wieki. Na piątym dziedzińcu znajduje się również gigantyczny dzwon oraz równie wielki gong. Współcześnie są używane w trakcie oficjalnych ceremonii, które odbywają się corocznie w Văn Miếu.

Ciekawostka: to ulubione miejsce Wietnamczyków do robienia zdjęć z okazji ukończenia studiów. Głównie jesienią, studenci z całego północnego Wietnamu zjeżdżają tutaj, żeby zrobić sobie zdjęcia, bo jest to najbardziej prestiżowe miejsce żeby upamiętnić tak ważne wydarzenie jak ukończenie studiów wyższych.

Po opuszczeniu Świątyni Literatury decyduję się objąć prowadzenie w drodze powrotnej do Hoan Kiem, z pewnością, że dam radę bez spoglądania na mapę. Trudno to przyznać – ale okazało się, że nie udało mi się. Zgubiliśmy się jakieś pięć minut później, bo skręceniu w złym miejscu. I to było najlepsze co mogło się zdarzyć – nagle znaleźliśmy się z dala od głównych ulic i mieliśmy okazję zobaczyć odrobinę części miasta, która nie była przeznaczona dla turystów.

Absurdalnie wąskie uliczki, ludzie gotujący obiad (wliczając w to rzeź), kobiety zmywające naczynia, bawiące się dzieci, starcy grający w szachy. Mieszkańcy Hanoi po prostu zajmujący się tym, co zawsze robią. Co istotne, nie opuściło mnie ani na chwilę poczucie całkowitego bezpieczeństwa – Wietnamczycy zaakceptowali naszą obecność szczerymi uśmiechami i skinięciami głów. Jeśli planujesz wizytę w Hanoi albo jesteś tu właśnie teraz: nie wahaj się – zgub się w mieście. Wyłącz GPS na trzydzieści minut albo na godzinę, schowaj mapę na dnie plecaka i po prostu ruszaj. To jedyna droga by naprawdę doświadczyć tego miasta.

Po kilku kolejnych zakrętach znaleźliśmy drogę do stacji kolejowej, znajdującej się nie tak daleko od naszego hotelu i po szybkim posiłku uznaliśmy, że na dziś wystarczy, wciąż zmęczeni po locie i podróży przez tak wiele stref czasowych.

Lake of the Returned Sword – Hanoi

[EN/PL]

The Hoan Kiem Lake (Hồ Hoàn Kiếm) is located in the historical center of Hanoi. It’s one of the most beautiful places I’ve seen so far in Vietnam. The Vietnamese name of the lake translates to Lake of the Returned Sword. The legend says, that a local god – the Dragon King, gave a magical sword to the Emperor of Vietnam to help him fight off the Chinese invasion. Later, the Golden Turtle God, who was living in the lake, demanded the return of a magical sword. After defeating the Chinese, the Emperor  Lê Lợi gave the sword back to the Golden Turtle. To commemorate this event, Loi named the lake: Hồ Hoàn Kiếm.

IMG_20170328_011728_092
The Hoan Kiem Lake at night – in the middle you can see the Turtle Tower on a little island // Jezioro Hoan Kiem nocą – na środku widać Żółwią Wieżę

In the middle of the lake there’s a little island with a beautiful building – the Turle Tower. It’s a shrine related to the legend of Hoan Kiem. The lake is sorrounded by many footpaths and beautiful gardens and it’s very popular among both locals and tourists. On weekends, streets around the lake are closed for traffic – the locals use the extra space for fun, games, live music concerts and other entertainment.

DSC_0099
A group of local youth sings one song after another – they’re raising money to go to the Ho Chi Minh City for a tv talent show audition / Grupa lokalnej młodzieży śpiewa piosenkę za piosenką – zbierają pieniądze, żeby pojechać do Ho Chi Minh City na casting to telewizyjnego talent show.

While walking around and enjoying this festival, a young journalism student approached us and asked if she could make a short interview with us. She’s been really nervous (in a cute way), while asking us some basic questions on how do we like Hanoi or are we going to come back here in the future, why we are here and so on. When we told her that that we’ve just arrived and it’s our honeymoon she was really touched and wished us good luck 🙂 She was very suprised when I told her I just stopped crying because I just have realised that it’s true – I just got married and I’m looking at one of the most beautiful thing in my life (the view, happy people, playing children, every single person is smiling and sharing positive energy).

DSC_0105
People of all ages enjoying a traditional Vietnamese game, called “Nhay sap”  – you’re supposed to jump between the bamboo sticks and get to the other side of the area, while the sticks are rhytmically moved all the time by the others // Ludzie w każdym wieku biorący udział w tradycyjnej wietnamskiej grze “Nhay sap” – chodzi o to, żeby skakać pomiędzy bambusowymi tyczkami i przedostać się na drugą stronę pola gry, podczas gdy tyczki są rytmicznie poruszane przez pozostałych

I’m so grateful, that my other half insisted on going for a walk there on the day we arrived in Hanoi – as it was Sunday and we had the opportunity to witness a real, half-spontaneous street festival. Held by locals for locals – not for tourists. It was a fantastic experience, to see people of all ages spending time and having fun together. It’s not something you could easily see in Europe.

One thing to be prepared to: if you sit somewhere for a while, you will most likely be approached by some students asking if you have time to talk with them. It’s the way Vietnamese youth practice their English skills. It didn’t bother us at all, but at some point you just have to (want to) get away – as they won’t lose their opportunity to practice English for as long as it’s possible. Just make some excuse and go :).

[EN/PL]

Jezioro Hoan Kiem (Hồ Hoàn Kiếm) znajduje się w historycznym centrum Hanoi. To jedno  z najpiękniejszych miejsc, jakie (jak dotąd) mogliśmy zobaczyć w Wietnamie. Wietnamska nazwa jeziora oznacza “Jezioro Zwróconego Miecza”. Legenda głosi, że miejscowy bóg – Smoczy Król, dał magiczny miecz cesarzowi Wietnamu, by pomóc mu odeprzeć chińską inwazję. Później, Złoty Żółwi Bóg, mieszkający w jeziorze, zażądał zwrotu miecza. Po pokonaniu Chińczyków, cesarz Lê Lợi oddał miecz Żłotemu Żółwiowi.  Aby upamiętnić to wydarzenie, Loi nadał jezioru nazwę: Hồ Hoàn Kiếm.

W samym środku jeziora jest malutka wyspa, na której stoi piękny budynek – Żółwia Wieża – to kapliczka powiązana z legendą jeziora Hoan Kiem. Samo jezioro jest otoczone wieloma ściekami i pięknymi ogrodami i jest bardzo popularne wśród zarówno miejscowych, jak i turystów. W weekendy ruch uliczny w okół jeziora jest wstrzymywany, a miejscowi wykorzystują dodatkowe miejsce do zabaw, gier, koncertów na żywo i innych form rozrywki.

W trakcie spaceru i zachwycania się tym ulicznym festynem, podeszła do nas młoda studentka dziennikastwa, pytający czy może przeprowadzić z nami krótki wywiad. Była naprawdę zdenerwowana (w uroczy sposób), gdy pytała nas o podstawowe rzeczy – jak podoba nam się Hanoi, czy zamierzamy tu wrócić w przyszłości, dlaczego tu jesteśmy i tak dalej. Gdy powiedzieliśmy jej, że dopiero przyjechaliśmy i to nasza podróż poślubna, była naprawdę wzruszona i życzyła nam szczęścia :). Była bardzo zaskoczona, kiedy usłyszała że ocieram łzy szczęścia, bo dopiero przyszła świadomość że to prawda – jestem po ślubie i patrzę na jedną z najpiękniejszych rzeczy w moim życiu (widok, szczęśliwi ludzie, bawiące się dzieci, każda jedna osoba się uśmiecha i dzieli się pozytywną energią).

Czuję ogromną wdzięczność, że moja druga połówka nalegała na przespacerowanie się tam w dniu naszego przyjazdu do Hanoi – jako, że była to niedziela mieliśmy okazję być świadkami prawdziwego, na wpół spontanicznego ulicznego festynu. Zorganizowanego przez miejscowych dla miejscowych – nie dla turystów. To było fantastyczne doświadczenie, zobaczyć ludzi w każdym wieku spędzających czas i bawiących się razem. To nie jest coś, co łatwo zobaczyć w Europie.

Jedna rzecz, na którą warto być gotowym: jeśli usiądziesz gdzieś na chwilę, najprawdopodobniej podejdą do Ciebie jacyś studenci, pytając czy masz czas z nimi porozmawiać. To sposób, w jaki wietnamska młodzież ćwiczy swój angielski. Nie przeszkadzało nam to wcale, ale w pewnym momencie po prostu musisz (chcesz) odejść – bo oni nie oddadzą szansy by ćwiczyć język tak długo, jak to tylko możliwe. Trzeba po prostu zastosować jakąś wymówkę i odejść 🙂

The journey to Vietnam

[EN/PL]

Hanoi, the Capital of Vietnam, lies almost 8000 km in a straight line from Warsaw. Also, there’s no direct flight connection between these two cities. Fortunately, we were able to book our plane tickets in advance, choosing the shortest route available: Warsaw – Moscow – Hanoi. Both connections operated by Aeroflot Russian Airlines. The whole journey was supposed to take 13 hours.

The first part went pretty smooth – the flight to Moscow took only two hours. The other passengers, a group of 30 heading to Thailand, were pretty loud and in a party mood (including opening up smuggled bottles of vodka 15 minutes after take off) but we didn’t want to sleep, so in the end it wasn’t that disturbing.

over_moscow
Minutes before landing at Moscow Sheremetyevo International Airport on Saturday (yes! it’s a frozen lake in the lower left corner of the picture 🙂 )

The second part began well. The security check was really fast, then we had two hours before boarding the next plane, so we had something to eat and did some shopping. The boarding started at 7:30 PM (local time) and the plane was supposed to take off at 8:10. Minutes before the scheduled start, the captain announced that the craft has malfunctioned and we have to get off. All passengers were supposed to wait in the terminal for further information.

So we get off, go back to the terminal and check the departures board. It says that the boarding is in progress at Gate 5. So we rush through the airport to find the new gate (as the other passengers do). When we arrive there… nothing happens. There’s no instructions from the airport staff, no new information on the board. And we stand there for more than an hour, without any knowledge on when the new plane will be ready (or if it will be ready at all!). You could expect that somebody would approach the passengers and announce what’s going on, but apparently that’s not a standard with the Aeroflot Russian Airlines.

Another hour later I’ve decided to go to the information desk (which is on the other side of the terminal), leaving my spouse with the luggage at Gate 5. The lady at the information desk could barely speak English, and wasn’t very helpful (she even yelled without a reason at another passanger). Suddenly, my other half calls me, saying that the plane is ready and the boarding has started – again, no announcements, no information on the departures board). Fortunately we made it and 9 hours later we’ve arrived at Hanoi Noi Bai International Airport.

Visa application went surprisingly smooth and we were allowed into Vietnam without any problems. Right outside the arrivals exit, we’ve spotted a driver holding a board with our name (he was sent by the hotel we booked). Thirty minutes later, on Sunday 26th, 2 PM local time we were welcomed at the Hanoi Impressive Hotel.

IMG_20170326_160513_210
The Impressive Hotel is really impressive! The staff surprised us with this beautiful decoration

Later, after some rest, we went for our first walk around the Hoan Kiem district – which is basically the Old Town in Hanoi. More on that in the next post :).

[EN/PL]

Hanoi, stolica Wietnamu, leży ponad 8000 km w linii prostej od Warszawy. Co więcej, nie ma bezpośredniego połączenia lotniczego pomiędzy tymi dwoma miastami. Na szczęście mieliśmy możliwość zarezerować bilety lotnicze z wyprzedzeniem, wybierając najkrótszą możliwą trasę: Warszawa – Moskwa – Hanoi. Oba połączenia obsługiwane przez linię lotniczą Aeroflot. Cała podróż powinna była zająć 13 godzin.

Pierwsza część poszła całkiem sprawnie – lot do Moskwy trwał tylko dwie godziny. Pozostali pasażerowie, trzydziestoosobowa grupa zmierzająca do Tajlandii, zachowywała się całkiem głośno i była w imprezowym nastroju (właczając w to otwarcie przemyconych butelek wódki już 15 minut po starcie). Nie chcieliśmy spać, więc nie przeszkadzało nam to tak bardzo.

Druga część podróży rozpoczęła się dobrze. Kontrola bezpieczeństwa na lotnisku poszła naprawdę szybko, następnie mieliśmy dwie godziny do kolejnego lotu. Poszliśmy coś zjeść i zrobiliśmy małe zakupy. Procedura wejścia na pokład rozpoczęła się o 19:30 (lokalnego czasu), a samolot miał wystartować o 20:10. Na kilka minut przed planowanym startem, kapitan ogłosił, że samolot ma awarię i wszyscy pasażerowie mają opuścić pokład. Powiedziano nam, że mamy poczekać w terminalu na dalsze instrukcje.

Zatem wysiedliśmy, udaliśmy się do terminu i sprawdzamy tablicę odlotów. Mówi, że wejście na pokład trwa przy bramce nr 5. No to pędzimy przez lotnisko żeby znaleźć nową bramkę (podobnie, jak pozostali pasażerowie). Kiedy docieramy na miejsce… nic się nie dzieje. Nie ma instrukcji od obsługi lotniska, żadnych nowych informacji na tablicy. I stoimy tak przez godzinę, beż żadnej wiedzy na temat tego kiedy (i czy w ogóle) nasz samolot będzie gotowy. Można by się spodziewać, że ktoś podejdzie do pasażerów i obwieści co się dzieje, ale najwyraźniej nie jest to standard oferowany przez Aeroflot.

Po upływie kolejnej godziny decyduję się udać do informacji lotniskowej (która jest po drugiej stornie terminala), pozostawiając moją drugą połowę z bagażem przy bramce nr 5. Pani przy stanowisku informacji ledwo mówiła po angielsku i nie była zbyt pomocna (nawet nakrzyczała na innego pasażera bez wyraźnego powodu). Nagle, dzwoni mój telefon – słyszę, że wpuszczają już na pokład – żadnej informacji, ogłoszeń, nawet wzmianki na tablicy odlotów). Na szczęście zdążyliśmy i 9 godzin później przybyliśmy na lotnisko międzynarodowe Noi Bai w Hanoi.

Procedura przyznania wizy poszła zadziwiająco sprawnie i zostaliśmy wpuszczeni do Wietnamu bez żadnych problemów. Zaraz za wyjściem z hali przylotów, zauważyliśmy kierowcę trzymającego tablicę z naszym nazwiskiem (został przysłany przez hotel, który zarezerwowaliśmy). Trzydzieści minut później, w niedzielę 26 o godzinie 14:00 czasu miejscowego powitano nas w Hanoi Impressive Hotel.

Polskie wersje językowe wpisów będziemy wrzucać na bieżąco 🙂 prosimy o cierpliwość!

Później, po małym odpoczynku, poszliśmy na nasz pierwszy spacer po dzielnicy Hoan Kiem – która jest w zasadzie starówką w Hanoi. Więcej na ten temat w dalszych wpisach :).

The New Chapter

As some of you may already now, I got married to my soulmate on last Friday :). The day after, our honeymoon started and right now I’m lying in our hotel bed in Hanoi, battling the jet lag, but also thrilled and happy to be here with my spouse. The new chapter of our life starts right now. And I guess this is what this blog will be about in the nearest future.

My other half is still asleep and doesn’t know yet I’m starting this blog today. I hope we will work on this blog toghether, filling it with great content every day 🙂

It’s morning here and I guess we should get some breakfast as soon as we are both up. We’ll post some more on our adventures later – which began with cancelling our flight from Moscow to Hanoi by Aeroflot Russian Airlines.

wedding_kiss
The best day of my life – Warsaw, 24th March 2017

UPDATE: I’ve heard “yes” again within the last few days, so now we’re officially starting this blog :). As many of our friends and family members aren’t fluent in English, we’ve decided to post in both English and Polish.