My Son Sanctuary – Hoi An – Part 3

My Son Sanctuary

[EN/PL] Long before our honeymoon started, we knew that we want to visit the My Son Sanctuary in the Central Vietnam. During our stay in Hoi An, we had managed to book a trip there, and we weren’t disappointed. We’d also like to tell you that we’re not huge fans of guided tours, as we tend to enjoy freedom during sightseeing and we both had bad previous experiences with such trips. Fortunately, convinced by our host in Hoi An, we signed on for a guided tour – it was very educating and really fun. I guess our guide was a comedian in his previous life :).

DSC_1419
Welcome to My Son!

History and facts on My Son Sanctuary

My Son is the Cham people holy city, located in Central Vietnam, not so far from Hoi An. If you are wondering what is it like, we could explain it to you with words of our Vietnamese guide: „Have you heard of Ankgor Wat? My Son is same, but smaller. Same, but different. Same-same, but different”. My Son Sanctuary was built and further developed for a thousand years, between 4th and 14th century A.D. Before it’s discovery in the beginning of 20th century, My Son remained hidden for centuries, as after the demise of Champa it was overrun by jungle and forgotten.

DSC_1501

French archaeologists discovered over 70 structures, most of them intact. As My Son was being uncovered, it became obvious that it was built only for religious purposes – no one was living there permanently. All the artifacts and structures found indicated, that this place was used only for important religious and state ceremonies, such as a burial of a king.

What’s even more interesting, scientists remain puzzled about the building technique used by the Cham, as there is no evidence of mortar or cement used to keep the bricks together. Two leading theories are that either a tree resin was used to connect the bricks, or that they were glued together with mortar made from the same clay the bricks were made of.

Unfortunately, the structures suffered greatly from American bombings during the Vietnam war – bomb craters can be seen everywhere around the site. Why was it bombed, you may wonder – and this question was asked by one of other tourists from our group. Our guide replied: Because Americans are CRAZY! Later on he clarified, that in fact it’s not Americans fault – during the war Viet Cong was hiding in there, so the US had no choice but to bomb the site.

DSC_1575
This temple took a direct hit with a bomb – it barely holds together // Ta świątynia została trafiona bombą – ledwo trzyma się w całości

My Son Sanctuary is a UNESCO World Heritage site since 1999, and is carefully studied and restored by scientists from Vietnam and from all over the world.

Tour to My Son

We left Hoi An at 7.30 in the morning and about two and a half hour ride we’ve arrived to My Son. We were given 20 minutes to stretch our legs a little, drink some coffee and use the toilet, and then we were handed our entry tickets. Our guide informed us, that we’re going to spend there two hours, which slighlty disappointed us, as we’re the type of tourists that like to see every little detail.

DSC_1454
Mr. Funny Guy aka our guide 🙂 // Pan Śmieszek – czyli nasz przewodnik 🙂

It was the first really hot day we had in Vietnam, and as we found out later – it wasn’t the best choice for a trip into the jungle. With 36 C temperature and over 90% humidity and no single cloud on the sky, we were sorry that we haven’t bought hats before going to My Son.

DSC_1469

Just after entering the site, an electric cart took us deeper into the jungle. The cart stopped, reaching entrance to actual My Son site – later on we had to walk. Amazed with the wild nature around us and astonished by the beautiful mountains sorrounding the valley, we walked towards the first group of monuments. Spider webs, that could be seen very often, reminded us that despite most of the trees in the vicinity of this ancient sanctuary were cut down, we’re still in the jungle.

DSC_1445

Those monuments, both those intact and those partially destroyed by the bombing during the Vietnam War, are the proof that the Champa civilization was truly advanced – all are architectural masterpieces, and the techniques used by the builders required significant engineering knowledge. Statues of Hindu deities all around this compound of temples, shrines and tombs are beautiful, yet… headless – as the French archaeologists decapitated all of the statues, to study them and later display them in Paris. Some of them are a part of a permanent exhibition in Louvre, but most of them are stored and hidden from the sight of the tourists. The Vietnamese asked the French to return the heads taken from My Son, which is now recognized as UNESCO World Heritage site. According to our guide, the French gave the most diplomatic and kind answer: „NO”.

DSC_1492

After two hours of walk and sightseeing, we were burnt by the sun, partially dehydrated (1,5 litre of water per person wasn’t enough…), bitten by mosquitoes and generally tired. But it was another highlight of our honeymoon in Vietnam and we’d definetely visit this place again. It’s really a must-see, if you’re in Central Vietnam. We were also lucky about the guide that was assigned to our trip. As he introduced himself: „I speak English very good, I’m the best guide in Vietnam!”, he wasn’t far from truth.

DSC_1587

Our trip to My Son concluded with a two hour boat cruise that took us back to Hoi An. We had a small lunch on the boat which made us really happy, with strange looks from other passangers. We ate an extra portion (not everyone likes rice with steamed vegetables – for us it was delicious!). Happy and full, we could enjoy the trip back to Hoi An and enjoy the views. That was a great day.

DSC_1550 (1)
Photobombed!

General information and tips on visiting My Son

  • Our tour, which included bus ride to My Son, a guide and a boat back to Hoi An costed us 280.000 VND (12 USD) per person
  • Entry tickets to My Son cost 150.000 VND (6,5 USD)
  • It’s safe as long as you don’t leave the path
  • Don’t forget DEET – there are lot of mosquitos
  • Bring at least 1,5 l of water per person
  • There’s a shop and a cafe on site, so you can also grab something to drink or eat

Święte Miasto My Son

[EN/PL] Na długo zanim rozpoczął się nasz miesiąc miodowy, wiedzieliśmy że chcemy odwiedzić Święte Miasto My Son w Środkowym Wietnamie. W trakcie naszego pobytu w Hoi An udało nam się wykupić odpowiednią wycieczkę i nie byliśmy rozczarowani. W tym miejscu chcielibyśmy zaznaczyć, że nie jesteśmy fanami wycieczek z przewodnikiem, bo raczej wolimy cieszyć się swobodą w trakcie zwiedzania i oboje mieliśmy wcześniej złe doświadczenia z tego typu wycieczkami. Na szczęście, przekonani przez naszego gospodarza w Hoi An, zapisaliśmy się na taką wyprawę – była bardzo pouczająca i świetnie się bawiliśmy. Zgaduję, że nasz przewodnik w poprzednim życiu był komikiem :).

Sanktuarium w My Son – historia i fakty

My Son to święte miasto Czamów, umiejscowione w Środkowym Wietnamie, niedaleko od Hoi An. Jeśli zastanawiasz się, jak wygląda, to odpowiemy słowami naszego wietnamskiego przewodnika: „Słyszeliście o Ankgor Wat? My Son jest takie samo, ale mniejsze. Takie samo, ale inne. Same-same, but different”. Sanktuarium w My Son zostało utworzone i rozbudowywane przez niemal tysiąc lat, pomiędzy czwartym a czternastym wiekiem naszej ery. Przed jego odkryciem na początku dwudziestego wieku, My Son pozostawało ukryte przez wieki, jako że po upadku Czampy zostało zarośnięte przez dżunglę i zapomniane.

Francuscy archeolodzy odkryli ponad 70 budowli, większość z nich w idealnym stanie. W trakcie odkrywania kolejnych struktur, stało się oczywiste, że zostały wybudowane wyłącznie do celów religijnych – nikt tam nigdy nie mieszkał na stałe. Wszystkie odkryte znaleziska i budowle wskazywały na to, że miejsce to było używane wyłącznie do ważnych obrzędów religijnych i państwowych – takich jak pogrzeb króla.

Co ciekawsze, naukowcy do dziś nie potrafią ustalić jaką techniką posługiwali się Czamowie wznosząc budynki, jako że brak jest śladów jakiejkolwiek zaprawy czy innego spoiwa, które utrzymywałoby cegły razem. Dwie główne teorie mówią, że do łączenia cegieł zastosowano żywicę, albo że cegły zostały połączone zaprawą wykonaną z tej samej gliny, z której wytworzono cegły.

Niestety budynki w dużym stopniu ucierpiały w trakcie amerykańskiego bombardowania w trakcie Wojny Wietnamskiej – kratery po bombach są rozproszone po całym kompleksie. Dlaczego zostały zbombardowane – możecie się zastanawiać. I to pytanie padło z ust jednego z turystów z naszej grupy. Nasz przewodnik szybko wyjaśnił: Bo Amerykanie to WARIACI! Później uściślił, że tak naprawdę nie była to wina Amerykanów – w trakcie wojny Viet Cong ukrywał się w My Son, więc Amerykanie nie mieli wyboru – musieli zbombardować kompleks.

Sanktuarium w My Son znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO od 1999 roku i jest badane i odtwarzane przez naukowców z Wietnamu i całego świata.

Wycieczka do My Son

Opuściliśmy Hoi An o 7.30 rano i około dwie i pół godziny później dotarliśmy autokarem do My Son. Dano nam dwadzieścia minut na rozprostowanie nóg, wypicie kawy i skorzystanie z toalety, a potem wręczono nam bilety wejścia. Nasz przewodnik oznajmił nam, że spędzimy tam około dwóch godzin, co nas odrobinę rozczarowało – lubimy zobaczyć każdy, najmniejszy nawet szczegół.

To był pierwszy naprawdę upalny dzień w trakcie naszego pobytu w Wietnamie. Jak dowiedzieliśmy się później – to nie był najlepszy wybór dnia na wycieczkę do dżungli. Z temperaturą 36 stopni w cieniu i wilgotnością ponad 90%, bez ani jednej chmurki na niebie, żałowaliśmy że nie kupiliśmy wcześniej kapeluszy.

Zaraz po wejściu na teren, elektryczny wózek zabrał nas w głąb dżungli. Wózek zatrzymał się po dojechaniu do wejścia na teren sanktuarium w My Son – później musieliśmy już iść. Będąc pod wrażeniem dzikiej natury dookoła nas i olśnieni pięknymi górami otaczającymi dolinę, ruszyliśmy w stronę pierwszej grupy budynków. Widoczne tu i ówdzie pajęczyny przypomniały nam, że pomimo tego, że większość drzew w pobliżu sanktuarium została wycięta, nadal znajdujemy się w dżungli.

Zarówno te budynki, które pozostały nienaruszone, jak i te zniszczone w bombardowaniu w trakcie Wojny Wietnamskiej, są dowodem na to, że cywilizacja Czampa była naprawdę zaawansowana – wszystkie są architektonicznymi dziełami sztuki, a techniki zastosowane przez budowniczych wymagały znacznej wiedzy inżynieryjnej. Posągi hinduskich bóstw rozproszone po tym kompleksie świątyń, kapliczek i krypt są piękne, lecz… pozbawione głów. Francuscy archeolodzy ścięli głowy wszystkim posągom, by je lepiej zbadać a potem wystawiać w Paryżu. Część z nich stanowi dziś element stałej wystawy w Luwrze, ale większość z nich jest zmagazynowana i ukryta przed wzrokiem turystów. Wietnamczycy poprosili Francuzów o zwrot głów zabranych z My Son, które znajduje się dziś na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Jak opowiedział nam przewodnik, Francuzi udzielili bardzo dyplomatycznej i uprzejmej odpowiedzi: „NIE”.

Po dwóch godzinach chodzenia i zwiedzania My Son, byliśmy oparzeni przez słońce, częściowo odwodnieni (1,5 litra wody na osobę to za mało…), pokąsani przez komary i zmęczeni. Był to jednak jeden z najlepszych dni naszej podróży poślubnej w Wietnamie i zdecydowanie odwiedzilibyśmy to miejsce ponownie. Jeśli kiedykolwiek zawędrujecie do Środkowego Wientamu – musicie to zobaczyć na własne oczy. Mieliśmy też szczęście do przewodnika. Kiedy się nam przedstawił na początku wycieczki, mówiąc „Ja mówię po angielsku bardzo dobry, jestem najlepszym przewodnikiem w Wietnamie!”, nie był daleki od prawdy.

Nasza wycieczka do My Son zakończyła się dwugodzinnym rejsem łodzią, która zabrała nas z powrotem do Hoi An. Na pokładzie podano skromny lunch, który nas strasznie uszczęśliwił, ku zdziwieniu innych pasażerów. Zjedliśmy nawet dodatkową porcję (a widać nie każdy lubi ryż z gotowanymi na parze warzywami – dla nas pychota!). Szczęśliwi i najedzeni, mogliśmy cieszyć się drogą powrotną do Hoi An i podziwiać widoki. To był wspaniały dzień.

The City of Tailors – Hoi An – Part 2

[EN/PL] Despite our first not so good impression of Hoi An, we had a wonderful time there. There’s really a lot of things to see, do and eat there :). It’s definetely a unique place, and whether you’re backpacking, travelling with your family or into luxurious resorts – it’s really a must see if you ever visit Central Vietnam.

The City of Tailors

The Ancient Town’s streets are really busy in high season, especially in the evenings. When we went there the next morning after checking in to our homestay, it looked and felt much different than during our first walk. We took our time exploring more and less popular streets and alleys. If you ever visit Hoi An’s Ancient Town, the first thing you are probably going to notice is a lot of tailor shops. Really a lot – like tens of them, on every single street.

5
There’s plenty of tailor shops in Hoi An – often three or four right next to eachother // W Hoi An jest mnóstwo zakładów krawieckich – często trzy lub cztery, jeden obok drugiego.

As Hoi An is commonly known as the City of Lanterns, the other nickname of this town is: The City of Tailors. Due to traditions cultivated for generations, this is probably the best place to get a tailor-made piece of garment in Vietnam. Most of the shops are used to really tight schedules of many tourists, thus they guarantee to deliver in 24 hours. Many of them are ready to make a tailored two piece suits for as low price as 150 USD, but don’t be fooled – in the end, you always get what you pay for. There’s no such thing as a cheap suit, perfectly made in 24 hours.

Cheap suit in Hoi An?

Most of the cheaper places (if not all) can’t really control the quality of the final product, as – according to what we’ve learnt – they outsource to one of a couple factories that work 24/7 to meet the demand on „cheap, highest quality and quickly” made suits or dresses. If you really want gament of the highest quality, it won’t come cheap nor in 24 hours, as experienced tailors need at least two fittings to make sure your dress or suit really suits you.

2
A fine selection of cloths at BeBe Tailor // Szeroki wybór tkaniny w BeBe Tailor

Visit to the tailor shop – BeBe Tailor

We’ve decided to trust our host, Tri and as advised by him, go to BeBe Tailor to place our orders. Two lovely ladies presented us with the choice of cloth, helped us to browse their vast catalogues based on a short interview on our expectations. Then we discussed details, like if the jacket’s sleeve buttons should be functional or what kind of zip should be used with the dress. Later we were both precisly measured, and finally, we talked about our schedule and when we’ll be available for fitting. Afterwards we were presented with the final price for everything we had ordered and we paid half of the sum upfront.

1
Discussing the details // Omawianie szczegółów
17546997_10209127314890368_4244512404665357830_o
Measurements in progress // Zdejmowanie miary 🙂

 

When we met with the tailors and our fitter two days later (Moon was responsible for the dresses, Anna for the suit and shirts, Anh was our fitter), we were both surprised with the amount of adjustments that were necessary to assure the highest quality of our garments. Anh is really talented, and we didn’t have to say a word – she found all the tiny flaws, explained them to us, and always asked if we agree with her opinion.

We were told that the tailors will need about 40 minutes to make the first adjustments, so we said that we’ll go for a walk to grab some Banh Mi from Madame Phuong (her famous Banh Mi restaurant is really close to BeBe). Anh looked at us, both already sunburnt (it was 35 C outside!) and told us to just sit and relax. Not more than 10 minutes later, one of the assistants handed us two delicious Madame Phoung’s Banh Mi :). It was so nice of them!

Forty minutes later we had a next fitting, with the adjustments already made by Moon and Anna. We were really satisfied – the clothes looked so much better! But Anh wasn’t, and she proposed some more little changes. As on the next day we were going to the Ly Son Island, we made an appointment for Sunday afternoon, as we were going to leave Hoi An on Monday.

7
Almost done!
6
Almost there! No buttons yet, so J had to hold his jacket for the picture – Prawie skończone! Nie było jeszcze guzików, więc J musiał przytrzymać marynarkę do zdjęcia 🙂

After our final fitting an adjustments made on Sunday, everything that we had ordered was delivered to our homestay. It wasn’t cheap, it wasn’t made quickly, but the quality is exceptional and I’m pretty sure we would pay at least four times this price if we were ordering these clothes in Poland.

To conclude, we are happy new owners of the following made-to-measure clothes:

  • two cotton and silk dresses

  • two cotton shirts

  • a two piece cashmere suit

I guess it would be expected to attach some pictures of the final products, but as we move and travel a lot, we don’t have these photos! But if you’d like us to dress up, I guess we can do that and do some selfie-stick photoshoot – just let us know in the comments section.

General information and guide how to get a bespoke suit or dress in Hoi An:

  • Firstly, you need to know what you want. Spend some time browsing the Internet, look for some pictures, maybe ask your friends for advice. You should go to the tailor with a general idea of what kind of garment you want, is it going to be formal or casual, what cloth should it be made of, what style are you interested in.
  • Don’t be cheap – it’s better to order one, good quality dress for 75 USD, than to order three low quality dresses 25 USD each.
  • Be prepared for at least two fittings – you won’t get anything really tailored for you in 24 hours. It’s best to place your order on the first day, so you’ll have time to visit the tailor at least two more times during your stay in Hoi An.
  • If you don’t like something or if you feel something isn’t right during the fittings – tell it to the fitter.
  • Respect expert opinions of fitters and tailors – they make hundreds bespoke suits and dresses a year, so they know they trade.
  • Price for a good quality two piece suit should be 250-350 USD, depending on the cloth you choose. Price for a good dress is about 75-175 USD, also depending on the cloth and amount of work that needs to be done.
8
Thanks for reading!

[EN/PL] Pomimo naszego niezbyt dobrego pierwszego wrażenia z wizyty w Hoi An, cudownie spędziliśmy tam czas. Można tam wiele zobaczyć, robić i zjeść :). To zdecydowanie wyjątkowe miejsce i niezależnie od tego czy podróżujesz z plecakiem, z rodziną czy lubujesz się w luksusowych ośrodkach wypoczynkowych – musisz zobaczyć Hoi An, jeśli kiedykolwiek zawędrujesz to Środkowego Wietnamu.

Miasto Krawców

Ulice Starego Miasta są zatłoczone w sezonie, w szczególności wieczorami. Kiedy wybraliśmy się tam następnego poranka po zameldowaniu się w pensjonacie, wyglądało zupełnie inaczej niż w trakcie naszego pierwszego spaceru. Nasze odczucia też były inne. Powoli zwiedzaliśmy bardziej i mniej popularne ulice i alejki. Jeśli kiedykolwiek odwiedzisz Starówkę Hoi An, to pierwszą rzeczą na jaką zwrócisz uwagę będzie zapewne mnóstwo warsztatów krawieckich. Naprawdę mnóstwo – dziesiątki, na każdej jednej ulicy.

Hoi An jest powszechnie znane jako Miasto Lampionów, ale jego drugą nazwą jest: Miasto Krawców. Dzięki pielęgnowanym przez pokolenia tradycjom krawieckim, to prawdopodobnie najlepszego miejsce w Wietnamie by sprawić sobie szyte na miarę ubrania. Większość sklepów jest przyzwyczajona do pracowania w oparciu o bardzo napięte harmonogramy wielu turystów, więc zobowiązują się zrealizować zamówienie w 24 godziny. Wiele zakładów jest gotowe wykonać szyty na miarę dwuczęściowy garnitur za tak niską cenę jak 150 dolarów, ale nie łudźcie się – koniec końców zawsze dostaje się to, za co się płaci. Nie istnieje coś takiego, jak tani, idealnie uszyty garnitur w 24 godziny.

Tani garnitur w Hoi An?

Większość tańszych zakładów (jeśli nie wszystkie), nie mają tak naprawdę kontroli nad jakością produktu, ponieważ – zgodnie z tym, czego się zdołaliśmy dowiedzieć – zlecają na zewnątrz szycie do jednej d kilku fabryk, które pracują 24 godziny na dobę by zaspokoić popyt na „tanio, wysokiej jakości i szybko” uszyte garnitury i sukienki. Jeśli naprawdę chcesz odzież najwyższej jakości, to nie będzie ona ani tania, ani gotowa w dobę, ponieważ doświadczony krawiec potrzebuje co najmniej dwóch przymiarek by upewnić się że twoja sukienka lub garnitur naprawdę dobrze na tobie leży.

Wizyta u krawca – BeBe Tailor

Postanowiliśmy zaufać naszemu gospodarzowi, Tri i zgodnie z jego radą udać się do BeBe Tailor by złożyć nasze zamówienie. Dwie urocze panie zaprezentowały nam szeroki wybór tkanin, pomogły nam obejrzeć rozległe katalogi w oparciu o krótką rozmowę na temat naszych oczekiwań. Potem omówiliśmy szczegóły, takie jak to, czy guziki na rękawach marynarki mają być funkcjonalne albo jaki rodzaj suwaka powinien być użyty w sukience. Później oboje zostaliśmy dokładnie zmierzeni i na koniec porozmawialiśmy o naszym terminarzu i o tym, kiedy będziemy gotowi na przymiarki. Następnie przedstawiono nam ostateczną cenę za całość zamówienia i zapłaciliśmy połowę kwoty z góry.

Kiedy dwa dni później spotkaliśmy się z naszą fitterką oraz krawcowymi (Moon odpowiadała za sukienki, Anna za garnitur i koszule, a Anh była naszą fitterką), oboje byliśmy zaskoczeni ilością poprawek które były niezbędne by zapewnić najwyższą jakość naszych strojów. Anh jest niezwykle utalentowana i nie musieliśmy się nawet zająknąć – znalazła wszystkie drobne rzeczy do poprawienia, wyjaśniła je nam i zawsze pytała, czy zgadzamy się z jej zdaniem.

Powiedziano nam, że krawcowe będą potrzebowały około 40 minut by dokonać pierwszych poprawek, więc zaproponowaliśmy, że przejdziemy się po Banh Mi od Madame Phuong (jej słynna restauracja jest bardzo blisko Bebe). Anh spojrzała na nas, oboje już spalonych słońcem (35 stopni na zewnątrz!) i powiedziała żebyśmy po prostu usiedli i się odprężyli. Nie dalej niż dziesięć minut później, jedna z asystentek wręczyła nam dwie pyszne Banh Mi (oczywiście od Madame Phuong) :). To było naprawdę miłe.

Czterdzieści minut później odbyła się kolejna przymiarka, po wprowadzonych już poprawkach przez Moon i Annę. Byliśmy naprawdę zadowoleni – ubrania wyglądało dużo lepiej. Ale Anh nadal nie była usatysfakcjonowana i zaproponowała jeszcze kilka niewielkich zmian. Jako, że następnego dnia wybieraliśmy się na wyspę Ly Son, umówiliśmy się na niedzielne popołudnie, bo w poniedziałek mieliśmy już opuszczać Hoi An.

Po ostatnich przymiarkach i poprawkach wykonanych w niedzielę, wszystko co zamówiliśmy zostało dostarczone prosto do naszego pensjonatu. Nie było tanio, nie było szybko, ale jakość jest naprawdę wyjątkowa. Bez wątpienia zapłacilibyśmy co najmniej czterokrotnie więcej, gdybyśmy chcieli zamówić takie ubrania w Polsce.

Podsumowując, jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami poniższych, szytych na miarę ubrań:

  • dwie bawełniano-jedwabne sukienki
  • dwie bawełniane koszule
  • dwuczęściowy kaszmirowy garnitur

I guess it would be expected to attach some pictures of the final products, but as we move and travel a lot, we don’t have these photos! But if you’d like us to dress up, I guess we can do that and do some selfie-stick photoshoot – just let us know in the comments section.

Zapewne spodziewaliście się, że załączymy zdjęcia ukończonych ubrań, ale z uwagi na to, że często się przeprowadzamy i dużo podróżujemy – nie mamy takich zdjęć! Ale jeśli chcecie, to możemy się ubrać i zrobić sesję zdjęciową selfie stickiem – dajcie tylko znać w komentarzach.

Ogólne informacje i wskazówki jak zamówić szyty na miarę garnitur lub sukienkę w Hoi An

  • Przede wszystkim, musisz wiedzieć, czego oczekujesz. Poświęć trochę czasu na przeglądanie Internetu, poszukaj zdjęć, być może zapytaj przyjaciół o radę. Do krawca należy się wybrać przynajmniej z ogólnym pomysłem na ubiór, który chcesz zamówić – czy ma być to strój oficjalny, czy codzienny, z jakiej tkaniny powinien być wykonany, jaki styl cię interesuje.
  • Nie bądź sknerą – lepiej zamówić jedną, dobrej jakości sukienkę za 75dolarów, niż trzy niskiej jakości po 25 dolarów każda.
  • Przygotuj się na przynajmniej dwie przymiarki – nie dostaniesz nic naprawdę uszytego na miarę w 24 godziny. Najlepiej złożyć zamówienie pierwszego dnia w Hoi An, tak aby mieć jeszcze czas na co najmniej dwie wizyty u krawca
  • Jeśli coś ci się nie podoba, albo czujesz że coś nie pasuje w trakcie przymiarek – powiedz to fitterowi.
  • Szanuj ekspercką opinię fitterów i krawców – szyją setki garniturów i sukienek rocznie, więc znają swój fach.
  • Cena za dobrej jakości dwuczęściowy garnitur to około 250-350 dolarów, w zależności od wybranej tkaniny. Cena za dobrą sukienkę to około 75-175 dolarów, również w zależności od wybranej tkaniny oraz ilości pracy, którą trzeba będzie wykonać.

The City of Lanterns – Hoi An – Part 1

From Hanoi to Hoi An

[EN/PL] On Sunday afternoon we took a plane from Hanoi Noi Bai International Airport heading to Da Nang, Central Vietnam with Vietnam Airlines. Last week we’ve made an attempt to buy plane tickets on our own, but as planes to Da Nang take off at least once per hour, we had a lot of trouble with looking for affordable tickets on days that we were interested in. With help of the hotel staff in Hanoi we’ve managed to buy tickets at a real good price – 45 USD per person (luggage included).

DSC_0715

After one hour of flight we’ve reached Da Nang. Right behind the exit from the arrivals hall, a driver sent by our homestay in Hoi An has been waiting. Minutes later we were on our way to the City of Lanterns, which is apx. 40 km southeast of Da Nang. Moments after passing the Marble Mountains, out driver’s asked us if we wanted to stop by one of the many shops offering crafts, mainly made of marble and amethyst. As we had a plan to buy a little happy Buddhha sculpture for our home in Warsaw, we agreed.

Please notice: in Vietnam usually if somebody recommends you a specific store, it means they’ll get a commission for bringing a customer. Don’t get me wrong – it’s not bad, as long as you actually like the recommended place and wares it sells or services it offers. It’s just good to be aware of the fact.

DSC_0740
“The best place to buy sculptures in Marble Village” // “Najlepsze miejsce do kupienia rzeźb w Marmurowej Wiosce”

Thirty minutes later we’ve arrived at our homestay, recommeded to us by our host in Hanoi. Located in an excellent location, just by the night market, not more than 10 minutes walk from the Ancient Town. Right after we had moved in to our room at Moon’s Homestay, we went for our first evening walk around Hoi An.’s Ancient Town.

First impressions of Hoi An Ancient Town

The first thing that struck us, that it was flooded by tourists from all over the world. Before visiting Hoi An we’ve been thinking that Hanoi ‘s Old Quarter is full of travellers. We’ve been wrong. Compared to Hoi An, the capital’s of Vietnam Old Town is calm and spacious. In Hoi An you can see all types of tourists – beginning with backpackers, who choose to stay in less expensive homestays pretty far from the Ancient Town, through famillies, who value comfort and safety, to those who prefer luxurious resorts. All sorts of people, all with different approach to travelling but with one in common – being in awe of the magical atmosphere, architecture and wonderful view on the river, that the Ancient Town offers. Please note, that it’s UNESCO World Heritage Site since 1999.

DSC_0770
Hoi An Ancient Town by night / Stare Miasto Hoi An nocą

To enter the Ancient Town you need to buy a ticket for a fairly reasonable price – 120.000 VND (5 USD). The ticket entitles you to enter up to 5 places Hoi An’s Ancient Town has to offer – like the famous Japanese Bridge, the museums and temples. Remember, that if you use up all 5 coupons, you need to buy another ticket to be allowed into the Ancient Town (even if you’re not going to visit the places mentioned above).

The Famous Bahn Mi

As it was pretty late already, we’ve decided to just walk around a bit, admiring the architecture, beautiful silk lanterns hanging over streets and alleys. What’s also great, a big part of the Ancient Town is a pedestrian zone, so you don’t need to dodge motorbikes. We’ve been heading to a Banh My (a Vietnamese baguette sandwich) place, recommended by one of the bloggers we follow – She who travels. Thanks to our host in Hoi An – Tris, we’ve managed to find the famous Madame Phuong Bahn Mi restaurant without any trouble.

We had spotted it from distance, as there was a queue of travellers long enough to reach the street, waiting in line for their sandwiches. Not more than 10 minutes later, we gnawed on our sandwiches. Heaven in our mouths. It was absolutely delicious. So good, that encouraged by my other half I ordered another one, seconds after I had finished the first one. I guess Anthony Bourdain was right about this place, which was featured in his No Reservations show. And the price? I couldn’t believe it – 25.000 VND (1 USD), for the best street food we’ve had in our lives so far.

DSC_0780
D-e-l-i-c-i-o-u-s

The river is there

After that meal, we’d stopped for a moment at the Central Market to buy some spice to take home. With some haggling involved, we got three bags of pepper (green, white, black) for 80.000 VND total (3,5 USD). After a short walk, full of admiration for the silk lanterns, we finally sat at one of the numerous restaurants by the river, which tempt tourists with “Happy Hour” – buy one beer, get one free.

The Vietnamese guy, who welcomed us to his family restaurant was really funny and helpful. We got there just before 8 PM, and after we had our first drinks we’d realised that happy hours had ended right after we placed our first order. About the funny part: when one of us asked him for directions for the toilet, he pointed behind us with a poker face: “No toilet. River is right there”. Five seconds of awkward silence later, they both had laughed and he gave the directions for the actual toilet :).

DSC_1393
The City of Lanterns – Miasto Lampionów

No, thank you

So we sit there, tasting the local beer and waiting for some spring rolls we had ordered, when a street vendor approached our table, offering us postcards she sells. We say: no, thank you. Five minutes later another one comes, offering exactly the same postcards. We say no. And it goes like this – every 5-15 minutes, someone approaches us and wants us to buy their stuff. Postacards, snacks, doughnuts, newspapers, toys and other overpriced items. It’s okay if someone approaches you once in a while, but it’s really irritating if you need to say “NO, thank you” every 15 minutes of your time in the Ancient Town. And it’s even worse, when those vendors try to push you to buy their stuff anyway with texts like “Why not?”, “Buy for family”, “Very cheap, very cheap”. The same goes with restaurants – you won’t pass by a restaurant without being asked to come in and eat or drink – and with boats (5 USD for a 5 minute “trip” and a paper lantern you can place on water for “good luck”).

It’s the way people make money here – and it looks like tourists coming to Hoi An actually buy a lot of these stuff and services. And it’s fine, as long as everyone’s happy.

Motorbike Taxi

After we had finished our beer and after be had blown off seven more irritating vendors, we were ready to pay the bill. The Vietnamese guy from the restaurant surprised us with the asked amount – we were sure that we’ll have to pay full price for all drinks we had, but he said “I invite you happy hours, so all is happy hours for you” – half of the drinks were free. We’d left a tip, and headed back to our homestay. Moments later we’ve heard offers from “motorbike taxis” to take us back to our homestay, but as advised by our host – we both said “No, thank you” again. Here’s a useful tip: never, ever take a motorbike taxi, unless it’s a driver recommended to you by someone you trust. These “motorbike taxis” are there to drive you to a dark alley and rob you of your money and valueables. I don’t think we would ever use a moto-taxi, as we really like long walks, yet still we’re very thankful to Tris for warning us. I thought that we’re lucky to have a host like this, when I had read this blog entry, especially the part about Hoi An at Tina in Thailand blog – it’s really worth reading.

We got safely to our homestay and we called it a night.

General information and tips – “How to Hoi An”

  • The entry ticket to the Ancient Town costs 120.000 VND (5 USD) – it grants you entry to the Ancient Town and to 5 ticketed sites like museums etc. It’s valid as long as it has at least one coupon left. You can enter the Ancient Town multiples times during your stay in Hoi An.
  • Never take an offer from so called “motorbike taxis” – they will try mug you!
  • When approached by street vendors, be firm but polite – “No, thank you” is usually enough for them to leave you alone
  • Don’t miss Madame Phoung’s Bahn My restaurant – only 25.000 VND (1 USD) for this delicious baguette sandwich
  • Watch out for pickpockets and thieves – wear your backpack on both straps, keep your valuables in a safe place, leave your passports at the hotel you’re staying
  • Always try to haggle when buying stuff – you can easily get 10% off any price given in Hoi An, up to 30% if you’re good. Also, don’t buy at the first place you enter – do some reconaissance on the prices around.

 

Z Hanoi do Hoi An

[EN/PL] W niedzielę po południu polecieliśmy z Międzynarodowego Lotniska Noi Bai w Hanoi do Da Nang w Wietnamie Środkowym, liniami Vietnam Airlines. W ubiegłym tygodniu próbowaliśmy sami kupić bilety, ale z uwagi na to, że samoloty do Da Nang startują co najmniej raz na godzinę, mieliśmy duży kłopot z szukaniem biletów w rozsądnych cenach w dniach, które nas interesowały. Z pomocą obsługi hotelu w Hanoi udało nam się kupić bilety w naprawdę dobrej cenie – 45 dolarów za osobę (bagaż wliczony).

Po godzinie lotu dotarliśmy do Da Nang. Zaraz za wyjściem z hali przylotów czekał na nas kierowca przysłany przez nasz pensjonat w Hoi An. Kilka minut później byliśmy już w drodze do Miasta Lampionów, które leży około 40 km na południowy wschód od Da Nang. Chwilę po minięciu Gór Marmurowych (?), nasz kierowca zapytał się nas, czy mamy ochotę zatrzymać się przy jednym z wielu sklepów oferujących rękodzieło wykonane głównie z marmuru i ametystu. Jako, że planowaliśmy wcześniej kupić małą figurkę szczęśliwego Buddy dla naszego domu w Warszawie, zgodziliśmy się.

Zwróćcie uwagę, że w Wietnamie zazwyczaj, gdy ktoś poleca Ci konkretny sklep, oznacza to, że dostaną prowizję za przyprowadzenie klienta. Nie zrozumcie mnie źle – to nic złego, o ile naprawdę podoba Ci się polecone miejsce i sprzedawane tam towary lub świadczone usługi. Po prostu dobrze jest być tego świadomym.

Trzydzieści minut później dotarliśmy do naszego pensjonatu, poleconego nam przez naszego gospodarza w Hanoi. Umiejscowiony w doskonałej lokalizacji, zaraz obok nocnego targu, nie więcej niż dziesięć minut pieszo od starówki w Hoi An. Zaraz po wprowadzeniu się do naszego pokoju w pensjonacie Moon’s Homestay, ruszyliśmy na nasz pierwszy wieczory spacer po Starym Mieście.

Pierwsze wrażenia

Pierwszą rzeczą, jaka nas uderzyła, było to, że miasto jest zalane przez turystów z całego świata. Przed odwiedzeniem Hoi An wydawało nam się, że to starówka w Hanoi jest pełna podróżnych. Byliśmy w błędzie. W porównaniu do Hoi An, starówka stolicy Wietnamu jest spokojna i pełno w miej miejsca. W Hoi An spotkacie wszystkie rodzaje turystów – zaczynając od backpackersów, którzy wybierają skromniejsze pensjonaty całkiem daleko od Starego Miasta, przez rodziny, które cenią wygodę i bezpieczeństwo aż po tych, którzy wolą luksusowe ośrodki. Wszystkie rodzaje ludzi, każdy z innym podejściem do podróżowania, ale z jedną wspólną cechą – wrażeniem magicznej atmosfery, architektury i wspaniałego widoku na rzekę, jakie ma do zaproponowania Stare Miasto w Hoi An. Warto zauważyć, że znajduje się ono na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO od 1999 roku.

Aby wejść na Stare Miasto, należy kupić bilet za całkiem rozsądną cenę – 120.000 VND (ok. 20 zł). Bilet upoważnia do wejścia do maksimum pięciu miejsc na starówce – takich jak Most Japoński, muzea czy świątynie. Należy pamiętać, że jeśli zużyje się wszystkie pięć kuponów, trzeba kupić kolejny bilet aby móc wchodzić na Stare Miasto (nawet, jeśli nie zamierzasz wchodzić do wymienionych wyżej miejsc).

Słynne Banh Mi

Było już trochę późno, więc postanowiliśmy po prostu trochę pospacerować, podziwiając architekturę, piękne jedwabne latarnie rozwieszone nad ulicami i alejkami. Świetne jest to, że duża część starówki jest przeznaczona wyłącznie dla pieszych, więc nie trzeba się przejmować motocyklami. Kierowaliśmy się do miejsca serwującego Bahn Mi (wietnamska kanapka z bagietki), poleconego nam przez blogerkę z WordPressa – She who travels . Dzięki naszemu gospodarzowi w Hoi An – Trisowi, udało nam się bez kłopotu znaleźć słynną restaurację Madame Phuong.

Zauważyliśmy ją już z daleka, bo kolejka podróżnych czekających na swoje kanapki była tak długa, że sięgała aż do ulicy. Nie więcej niż 10 minut później, wgryźliśmy się w nasze kanapki. Niebo w gębie. Były absolutnie przepyszne. Tak dobre, że po zachęcie od mojej drugiej połowy, chwilę po skończeniu pierwszej kanapki poprosiliśmy o jeszcze jedną. Wygląda na to, że Anthony Bourdain nie mylił się co do tego miejsca, które pokazał w swoim programie telewizyjnym No Reservations. A cena? Niewiarygodna – 25.000 VND (ok. 4 zł), za najlepszy, jak do tej pory, street food jaki jedliśmy życiu.

Rzeka jest tam

Po tym posiłku zatrzymaliśmy się na chwilę na rynku, żeby kupić trochę przypraw z myślą o powrocie do domu. Po chwili targowania się, wyszliśmy z trzema workami pieprzu (zielony, biały i czarny) za 80.000 VND (14 zł). Po krótkim spacerze usiedliśmy w jednej z licznych restauracji nad rzeką, które kuszą turystów „happy hours” – kup jedno piwo, drugie gratis.

Wietnamczyk, który powitał nas w restauracji prowadzonej przez jego rodzinę był naprawdę zabawny i pomocny. Dotarliśmy tam zaraz przed dwudziestą, i po wypiciu pierwszych piw zorientowaliśmy się, że „happy hours” skończyły się chwilę po tym jak złożyliśmy pierwsze zamówienie. Co do zabawnej części: kiedy jedno z nas zapytało go o toaletę, wskazał za nasze plecy z kamienną twarzą: „Nie ma toalety. Rzeka jest tam”. Po pięciu sekundach niezręcznej ciszy oboje się zaśmiali, a on wskazał drogę do właściwej toalety :).

Nie, dziękuję

Tak więc siedzimy, próbując lokalnego piwa i czekając na zamówione sajgonki, kiedy do naszego stołu podchodzi uliczna handlarka, proponując nam zakup pocztówek. Mówimy nie, dziękujemy. Pięć minut później podchodzi kolejna, oferując dokładnie takie same pocztówki. Znowu odmawiamy. I tak dalej – co każde 5-15 minut ktoś podchodzi i próbuje nam sprzedać swój towar. Pocztówki, przekąski, pączki, gazety, zabawki i inne rzeczy po zawyżonych cenach. Spoko, jeśli raz na jakiś czas ktoś do Ciebie podejdzie, ale to naprawdę frustrujące, jeśli musisz mówić „NIE, dziękuję” co każde 15 minut spędzone na Starym Mieście. Jeszcze gorzej, gdy niektórzy sprzedawcy próbują cię namawiać tekstami takimi jak „Dlaczego nie?”, „Kup dla rodziny”, „Bardzo tanio, bardzo tanio”. Podobnie jest też z restauracjami – nie da się przejść obok knajpy bez zaproszenia do wejścia i zjedzenia lub wypicia. Tak samo z łódkami (5 dolarów za 5 minut na łódce i papierową latarenkę, którą można puścić na wodę na szczęście).

Tak się tu zarabia pieniądze – i wygląda na to, że turyści przybywający do Hoi An naprawdę kupują mnóstwo tych rzeczy i usług. I wszystko ok, tak długo jak wszystkim zainteresowanym to odpowiada.

Moto Taxi

Kiedy skończyliśmy piwo i spławiliśmy jeszcze siedmiu irytujących sprzedawców, byliśmy gotowi zapłacić rachunek. Wietnamczyk z restauracji zaskoczył nas podliczoną kwotą – byliśmy pewni, że będziemy musieli zapłacić pełną cenę za wypite napoje, ale powiedział „Zaprosiłem was na happy hours, więc dla was jest happy hours” – połowa napojów była za darmo. Zostawiliśmy napiwek i ruszyliśmy do naszego pensjonatu.

Chwilę później usłyszeliśmy propozycje od „motocyklowych taksówek”. Kierowcy proponowali, że podwiozą nas do domu, ale tak jak doradził nam nasz gospodarz – oboje znowu powiedzieliśmy „Nie, dziękuję.” Wskazówka: nigdy, przenigdy nie jedź motocyklową taksówką, chyba, że to kierowca polecony Ci przez kogoś, komu ufasz. Te moto-taxi tylko czekają by zawieźć cię w ciemną uliczkę i obrabować z pieniędzy i kosztowności. Nie sądzę, żebyśmy kiedykolwiek mieli z takiej taksówki skorzystać, bo bardzo lubimy długie spacery, ale nadal jesteśmy bardzo wdzięczni Trisowi za ostrzeżenie nas. Po przeczytaniu wpisu (fragment o Hoi An) na Tina in Thailand blog myślę, że mamy szczęście mieć takiego gospodarza. Warto przeczytać – niestety dostępna jest tylko wersja anglojęzyczna.

Bezpiecznie dotarliśmy do naszego pensjonatu i uznaliśmy, że na ten dzień mamy już dośc.

Ogólne informacje i wskazówki

  • bilet wejściowy na Stare Miasto kosztuje 120.000 VND (20 zł) – uprawnia do wejścia na Stare Miasto i do wejścia do pięciu biletowanych atrakcji takich jak muzea itd. Jest ważny tak długo, jak jest na nim co najmniej jeden kupon do wykorzystania. Możesz z nim wchodzić na Stare Miasto wielokrotnie w trakcie swojego pobytu w Hoi An.
  • Nigdy nie korzystaj z moto-taxi – okradną cię!
  • Kiedy podchodzą do Ciebie uliczni handlarze, bądź stanowczy, ale uprzejmy – „No, thank you” zazwyczaj wystarczy, by zostawili Cię w spokoju
  • Koniecznie odwiedź restaurację Bahn My Madame Phoung – tylko 25.000 VND (4 zł) za pyszną kanapkę z bagietki.
  • Uważaj na kieszonkowców i złodziei – noś plecak na obydwu szelkach, trzymaj kosztowności w bezpiecznym miejscu, zostaw paszport w hotelu
  • Zawsze staraj się targować – bez problemu uzyskasz 10% rabatu od każdej ceny w Hoi An, może nawet 30% jeśli jesteś dobry. Również pamiętaj, aby nie kupować rzeczy w pierwszym miejscu, w które wejdziesz – zrób rozeznanie w cenach w okolicy.